Władysław Reymont „Ziemia Obiecana” – czy ma coś w sobie aktualnego?
Porównanie świata opisanego w „Ziemi Obiecanej” W.S. Reymonta ze światem teraźniejszym. Którzy ludzie mają szanse na bardziej szczęśliwe życie? My czy bohaterowie sprzed półtora wieku?
— Rafał Falcewicz

Wstęp
Czytając całkiem niedawno książkę Władysława Reymonta „Ziemia Obiecana”, co chwilę znajdowałem wiele podobieństw do czasów obecnych. Z każdym rozdziałem byłem coraz bardziej zaskoczony, stwierdzając, jak aktualne jest to dzieło w obecnych czasach. Kluczowe było tylko odpowiednio abstrakcyjne spojrzenie na mechanizmy opisywane w książce i na te, z którymi mamy do czynienia na co dzień. Swoje spostrzeżenia i przemyślenia na ten temat postaram się umieścić w tym tekście.
W swoim dziele Reymont opisuje Łódź z lat osiemdziesiątych XIX wieku. Możemy zatem przyjąć i zaokrąglić, że upłynęło lat 150. Era industrialna jest już dawno za nami i aby znaleźć działającą fabrykę w Łodzi, a zwłaszcza włókienniczą musimy się nie lada natrudzić. Silny podział klasowy społeczeństwa - arystokracja, fabrykanci, inteligencja, robotnicy, chłopi również należy do minionych epok. Głód, brak opieki zdrowotnej, dostępu do edukacji i różne przyziemne problemy praktycznie nie dotyczą obecnie „zdrowego” społeczeństwa kultury zachodniej. Gdy popatrzymy na tego biednego robotnika opisywanego przez Reymonta i współczesnego człowieka, na pierwszy rzut oka dostrzeżemy tyle różnic pokazujących, jak wiele człowiek zyskał dzięki postępowi technologicznemu i jak szczęśliwym powinien on się stać. Tylko czy ten postęp technologiczny, dający jednym piekło na ziemi a drugim fortuny, jednym możliwość leczenia chorób, innym środowisko czy żywność powodującą choroby, nie jest cały czas kontynuacją tej „siły” zapoczątkowanej w XVIII wieku?
Fabryki
W „Ziemi Obiecanej” wielokrotnie miasto lub fabryki, będące jego głównym elementem, opisywane jest jako spersonifikowany potwór. Opisany jest raczej mrocznych barwach, jako byt bezduszny, który pożera wiele istnień ludzkich jako swoją ofiarę. Reymont w swoich ponurych opisach jednak stoi w przeciwieństwie do ówczesnych mu ludzi, którzy opisywali proces industrializacji głównie w superlatywach, jako wielkie osiągnięcie ludzkości, które doprowadzi wszystkich do szczęścia. Dzisiaj postęp technologiczny w dalszym ciągu pędzi. Wielkie fabryki znikają, co prawda, z pola widzenia obywateli cywilizacji zachodniej. Jednak nie całkiem, tylko są przenoszone na wschód, gdzie jest to bardziej opłacalne. Fabryki te pomimo całej automatyzacji i nowoczesności, w dalszym ciągu są dokładnie tak samo „bezduszne” jak te reymontowskie. Praca młodocianych, wypadki, o których nikt nie mówi oraz nastawienie jedynie na zysk to cechy wspólne. Czynnikiem, który może łączyć obydwie rzeczywistości, może być jakość produktów. W książce wiele razy możemy spotkać się z wyrażeniem „tandeta łódzka”, na przełomie XX i XXI wieku mieliśmy do czynienia z tandetą chińską, zdarzały się jednak na rynku produkty w dobrej jakości. Dzisiaj mamy do czynienia z tandetą światową. Oczywiście większość produkcji przeniosła się do Chin i innych azjatyckich krajów, jednak produkty tam wykonywane firmują również tzw. marki premium. Teraz naprawdę rzadko możemy kupić coś na wiele lat, nawet płacąc za to dużo pieniędzy. Marki premium wolą na okresie gwarancji bez mrugnięcia okiem wymienić cały produkt, który przestał działać poprawnie, niż poprawić jakość wyrobu schodzącego z linii produkcyjnej. Klienci bardzo często są zadowoleni z takiego obrotu sprawy, sądząc, że płacąc raz, otrzymują dwa razy nowy produkt. Można jednak spojrzeć na to, że dwa razy dostaje produkt marny, niewart nawet 10% sumy, którą zapłacił.
Wytworzenie jakiegoś produktu jako cel sam w sobie, motywacja, aby ten produkt był naprawdę wartościowy, trwały i estetyczny z każdą kolejną epoką, pomimo postępu technologicznego cały czas maleje. Przez te 150 lat, jakie dzieli „Ziemie Obiecaną” od czasów dzisiejszych kapitalizm, cały czas jest głównym motorem dla tego świata. Wszystkie liczące się firmy, nazywane teraz korporacjami mają przecież tylko jeden cel - zarobienie jak największej ilości pieniędzy. Dla przeciętnego, ale świadomego człowieka chyba dziwne by było, żeby ten cel był inny. Korporacje jednak rozrosły się tak ogromnie, że sprawiają wrażenie całkiem bezosobowych bytów, w przeciwieństwie do firm łódzkich, które miały jakieś twarze (Bucholc, Mendelsohn), ale jednak miały. Bezosobowość oraz kontrola zysków sprzyja odczłowieczeniu tych tworów, które w tak wielkiej mierze budują świat, w którym obecnie żyjemy. Ten brak człowieka w cywilizacji, która jest w końcu dziełem ludzkim, musi obrócić się prędzej czy później przeciwko niemu.
Postęp Technologiczny
W opisanym przez Reymonta dziele automatyzacja tyczy się jedynie pewnej pracy fizycznej wykonywanej przez człowieka. Przez około wiek proces ten pomimo ewolucji dotyczył w dalszym ciągu głównie czynności ciężkich, monotonnych relatywnie prostych. Jako motywacje, oprócz oczywistej chęci pomnażania zysków, podawano fakt, że człowiek w przyszłości nie będzie musiał zajmować się ciężką, wykańczającą często zdrowie, pracą fizyczną. W zamian tego praca będzie lżejsza lub też bardziej umysłowa, twórcza, godna osoby ludzkiej. Nie wiem, czy jednak praca w mechanicznych fabrykach łódzkich dla samych robotników nie była bardziej wykańczająca, niż w ręcznych manufakturach. Tak samo nie wiem, czy praca przy dzisiejszych coraz bardziej zautomatyzowanych liniach produkcyjnych nie jest dużo gorsza, od pracy np. na konwencjonalnej tokarce, jaka miała jeszcze 50 lat temu. Od pewnego czasu automatyzacja ma miejsce w pracy tej bardziej umysłowej. Początkowo dotyczyła ona procesów obliczeniowych. Od podstawowych działań przeszła ona do skomplikowanych działań takich jak całki i pochodne, i stała się pomocą dla różnego rodzaju naukowców, inżynierów itp. Do momentu wprowadzania generatywnej sztucznej inteligencji, komputery rzeczywiście służyły bardziej człowiekowi, a nie zastępowały go. Teraz uległo to zmianie. Mamy więc dostępną kolejną bezduszną fabrykę, która pretenduje do tego, aby być w stanie zastąpić człowieka w każdym możliwym procesie wytwórczym. Nasza rzeczywistość zalewana jest przez treści głównie generowane przez AI, a człowiek traci często dotychczasowe zatrudnienie. Młodsze pokolenie natomiast nie nabywa żadnych zdolności wytwórczych i naukowych, bo przecież wszystko może być wygenerowane podczas krótkiej chwili. Chciałbym tutaj wyrazić opinie, że postęp technologiczny opisywany dotychczas przeze mnie w dość ponurych barwach jest rzeczą bardzo dobrą i potrzebną, o ile jednak służy człowiekowi. I to nie jednemu lub wąskiej grupie, ale ogółowi społeczeństwa. I to jest według mnie kluczowe kryterium warunkujące to, w jaki sposób powinniśmy oceniać postęp technologiczny.
Zachwyt ludzkości
Kolejnym podobieństwem, na jakie napotkałem, czytając Reymonta, jest niesłabnący podziw ludzi nad tym, czym ludzkość osiągnęła w danym momencie. W książce wiele osób jest zachwycona rozwojem miast, fabryk, stanowi to poniekąd dowód ludzkiej siły, owoc i nagrodę niestrudzonej pracy społeczeństwa. Podobnie dzisiaj ludzie zachwyceni są sztuczną inteligencją, internetem, różnego rodzaju automatycznymi udogodnieniami i globalizacją. Popularne jest wśród wielu hasło „mamy XXI wiek!”. Większość społeczeństwa wpada w samozachwyt nad „dziełem swoich rąk” nieświadoma żadnych zagrożeń z tym związanych. Oczywiście nie możemy tutaj stwierdzić, że wszystko jest złe i cofnijmy się do średniowiecza, starożytności lub nawet do czasów prehistorycznych gdzie człowiek żył w zgodzie z naturą. Nie taka jest moja intencja. Chcę jedynie skłonić czytelnika do pewnej refleksji nad obecną rzeczywistością, bo wpływu na to, co się dzieje teraz i w przyszłości w większości przypadków nie mamy. Może z wyjątkiem naszego najbliższego otoczenia i na tym się skupmy. Wracając do tematu, fabryki dały również ludzkości sporo korzyści takich jak dostęp do towarów dotychczas zarezerwowanych dla klas uprzywilejowanych, pracę, a czasem możliwość podjęcia przez siebie lub potomstwo lepszej edukacji. Podobnie internet odpowiednio używany pozwala nam na zdobycie wartościowej wiedzy i ułatwia komunikację międzyludzką. Większa część społeczeństwa jednak używa tego w najlepszym przypadku do marnowania życia, przewijając ekran telefonu, oglądając różnego rodzaju humorystyczne bzdury. W gorszych przypadkach trafia na treści nawołujące do nienawiści lub sama je tworzy. Industrializacja, z pracą również młodocianych ponad wszelkie ludzkie standardy, fatalne warunki mieszkaniowe i sanitarne też zbierały swoje żniwo. Efektem działań zarówno epoki industrialnej, jak i cyfrowej jest wiele osób totalnie zagubionych żyjących bez żadnej nadziei na lepsze jutro. Tyczy się to zwłaszcza młodszego pokolenia. Z jednej strony mamy dzieci pracujące od rana do nocy ponad siły z narażeniem życia, po to, aby zaspokoić podstawowe potrzeby. Z drugiej młode osoby zalęknione, z depresją lub innymi zaburzeniami psychicznymi, przemęczone czy to udziałem w wyścigu szczurów przez udział w różnego rodzaju zajęciach dodatkowych, czy po prostu uzależnieniem od ekranów, opinii innych i niekończącą się falą bodźców. Paradoksalnie uważam jednak, że większą szansę na bycie szczęśliwymi miały jednak te dzieci z wieku XIX.
Odejście od natury, Boga i tradycji
W „Ziemi Obiecanej” podobnie jak i dzisiaj możemy zaobserwować odchodzenie ludzi o natury, wsi czy nawet mniejszych miast. W wieku XIX ludność na masową skalę migrowała ze wsi do miast. Zjawisko to trwa nadal na całym świecie. Motywacja jest w zasadzie taka sama - chęć poprawy sytuacji materialnej swojej, jak i najbliższej rodziny. Pułapką jest tutaj jednak cały czas myślenie, że lepsze możliwości zarobku i robienia kariery daje automatycznie więcej szczęścia. Oczywiście bez pewnego zabezpieczenia materialnego, zupełnie innego 150 lat temu i dzisiaj, zupełnie innego dla jednej i drugiej osoby trudno będzie być szczęśliwym. Jednak zdobywanie kolejnych awansów, podwyżek, stanowisk często z pokrzywdzeniem życia rodzinnego i przyjaciół nie da na szczęścia. „Szły wszystkie, to i myśwa poszły” może również powiedzieć współczesny człowiek porzucający małe miasteczko i przybywający do dużego miasta. Owszem rolnictwo przy możliwościach dzisiejszych maszyn nie da pracy tylu ludziom jak dawniej. Jednak popatrzmy trochę przekornie, że pracy nie ma w innych gałęziach, ponieważ nie ma dla kogo jej wykonywać. Jeżeli trend, w co nie wierzę, odwróciłby się i ludzie zaczęliby z dużych miast przenosić się do małych, tam pojawiłyby się siłą rzeczy różne miejsca, gdzie ludzie mogliby znaleźć pracę.
Ludzie odchodzą również w obydwóch przypadkach od tradycji i Boga. Motywują oni swoją postawę koniecznością dostosowania się do bieżącej sytuacji, w której nie ma czasu na takie rzeczy, ponieważ trzeba walczyć przede wszystkim o swoje. Nazywają wiarę i Boga zabobonami lub też spiskiem uknutym po to, aby duchowieństwo mogło żyć wygodnie z pracy ich rąk. Oczywiście w bezwzględnym kapitalizmie gdzie liczy się jedynie pieniądz i konsumpcja Bóg i tradycja są jedynie przeszkodami. W efekcie czego człowiek zatraca podstawowe normy moralne, nie wie już, co jest dobre, a co złe. Potrafi również usprawiedliwić przed samym sobą każdy czyn wątpliwy etycznie. Takie życie prowadzi jednak zawsze do zła i szkody godzących w inne osoby, jak i w osoby popełniające te czyny. Brak spokoju sumienia i duszy, coraz większe problemy emocjonalne i psychiczne, depresje i bycie nieszczęśliwym do tego z reguły prowadzi egoistyczne dążenie poprawy własnego losu bez oglądania się na innych. W cywilizacji zachodniej normy etyczne oparte są na chrześcijaństwie obecnym dwa tysiące lat czy tego chcemy, czy nie. Jeżeli rodzic nie nauczy dziecko, że kradzież czy zabójstwo jest niedopuszczalne, na religie nie chodzi, a lekcji zastępczych takich jak etyka nie ma to, skąd ma wiedzieć, co jest dobrem, a co złem. W wyniku odchodzenia od tradycji, która to znowu jest powiązana z chrześcijaństwem albo narodem zatracamy własną w pewnym stopniu naszą tożsamość, udając kosmopolitycznych obywateli świata.
Egoizm
Nie zmienił się również odbiór ludzi, którzy swojego szczęścia szukają bardziej w pomaganiu innym niż budowaniu własnego ja i gromadzeniu dóbr. Nie mówię tutaj oczywiście o różnego rodzaju filantropach czy fundacjach, tylko o ludziach, którzy poświęcają swoje życie na pomoc lub służbę innym, albo publicznie niezgadzających się na czyny niesprawiedliwe, często ponosząc z tego tytułu różnego rodzaju nieprzyjemne konsekwencje. Osoby takie odbierane są przez innych z reguły jako pewnego rodzaju dziwacy. Czasem ktoś może pomyśli o nich pozytywnie, jednak ewentualne naśladownictwo brzmi raczej jak coś szalonego. Paradoksalnie jednak Anka, która jak sądził Borowiecki, zajmowała się rzeczami niepotrzebnymi i głupimi w jego mniemaniu, na pewno prowadzi życie o wiele szczęśliwsze niż milioner, którym stał się Karol. Również Horn, którego bardzo obchodziła „wszelka nędza i wszelka niesprawiedliwość” spotykał się tylko z drwinami w swoim środowisku. Obecnie jedynie akceptujemy pomoc innym, gdy nie kosztuje nas za dużo, jest to przedsięwzięcie dobrze zorganizowane i nagłośnione, sygnowane przez odpowiednią ilość celebrytów. Wtedy takie pomaganie staje się nawet modne.
A co z ludźmi sukcesu, którzy mają już niewyobrażalną liczbę pieniędzy, status społeczny i wszystkie atrybuty, o których inni marzą i dążą do nich? Czy są to ludzie szczęśliwi? Patrząc na wspaniałe przyjęcia opisywane przez Reymonta w kręgach fabrykantów i bankierów nie odnoszę takiego wrażenia. Pomimo tak wielu zbytkownych towarów, wspaniałego jadła i picia, pięknych bogato zdobionych wnętrz i różnych innych atrakcji nikt z obecnych nie potrafi się cieszyć z tych rzeczy, jak i z niczego innego. Przeciętny robotnik wpuszczony jakimś cudem na takie przyjęcie myślę, że odniósłby wrażenie, że znalazł się w raju. Na normalnych bywalcach takich przyjęć wszystkie te rzeczy nie robią wielkiego wrażenia, co więcej narzekają z reguły na wielką nudę. Przyczyną takiego stanu rzeczy jest nadmiar i spowszechnienie wszystkich tych dóbr. Czy w obecnych czasach jesteśmy w stanie się cieszyć z tego, że jemy szynkę, jak nasi rodzice lub dziadkowie podczas wojny, lub komunizmu. Każde dobro tego świata, do którego mamy nieograniczony dostęp przestanie nas z czasem cieszyć i będziemy poszukiwać czegoś nowego, lepszego czy też bardziej wyrafinowanego, ale pełni, nie osiągniemy nigdy, idąc tą drogą. Człowiek cywilizacji zachodniej zatraca się bardzo często w konsumpcjonizmie, wymyślając coraz to nowe rzeczy do kupienia, chcąc nasycić jakąś zewnętrzną żądzę, która pali jego wnętrzności.
Bezczynność
„Bezczynność jest wrogiem duszy” napisał św. Benedykt z Nursji, zdanie to możemy odnieść zarówno do elity fabrykancko-bankierskiej u Reymonta, jak i u coraz większej ilości współczesnego społeczeństwa zachodniego. Już sam opis leżących bezczynnie osób dorosłych na różnego rodzaju spotkaniach klasy uprzywilejowanych może wzbudzać pewną odrazę. Jednak czy my mając, czasem więcej, czasem mniej czasu wolnego potrafimy go właściwie wykorzystać? Czy podobnie jak bohaterowie książki raczej wolimy bezmyślnie leżeć, z tą różnicą, że patrząc w ekran telewizora lub telefon. Jeżeli czasu wolnego ze względu na obowiązki nie mamy jeszcze aż tak dużo, to taka bezczynność nie będzie aż tak szkodliwa dla nas. Jednak ze względu na automatyzacje wszystkich domowych obowiązków, coraz częstszą rezygnację przez młodych z posiadania dzieci dla własnej wygody, kupowanie coraz większej ilości gotowych produktów zamiast ich samodzielnego wytwarzania, owa bezczynność będzie zataczać coraz szersze kręgi. Wpadając w bezczynność, szkodę robimy sobie przede wszystkim sobie samym, narażając się na tak powszechne w cywilizacji zachodniej problemy natury psychicznej. Człowiek posiadający dużo obowiązków zawodowych i domowych może i czasem cierpi na przemęczenie, ale jest lepiej zorganizowany, czuje się bardziej potrzebny i jego charakter jest z reguły lepiej ukształtowany od kogoś, kto wiedzie bezczynne życie.
Zakończenie
Przykładów, które miałem w głowie czytając „Ziemię Obiecaną”, było pewnie o wiele więcej. Opisałem jedynie kilka z tych, które z mojej niedoskonałej głowy nie zdążyły jeszcze ulecieć. Pomimo że świat teraźniejszy opisałem w barwach nieraz ciemniejszych od Łodzi Reymonta, nie chcę tutaj nikogo wzywać do żadnych radykalnych kroków, czy też bojkotu postępu cywilizacyjnego albo i całego świata. Zastanówmy się jednak czy faktycznie świat dzisiejszy jest taki wspaniały, jaki możemy oglądać w telewizjach śniadaniowych i na relacjach w mediach społecznościowych. Czy może faktycznie ma coś z „Ziemi Obiecanej”. Zidentyfikujmy zagrożenia i zastanówmy się, co naprawdę daje nam szczęście. A może pomóżmy innym, czy to najbliższym, czy też bardziej obcym bezinteresowanie i bezimiennie jak któryś z Reymontowskich bohaterów wyśmiewanych przez resztę.
© 2026 literacki.org. Tekst chroniony prawem autorskim — kopiowanie i przedruk bez zgody wydawcy są zabronione. Regulamin i prawa autorskie